Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby
Bajka o Niej cdn.... Trwanie

Negliż

:: ::

Bajka o Niej cdn.... Trwanie

Droga wąska i kręta. Najpierw pod górę stromo. Koń lękał się stawiać kopyta, zwykły koń, nie nawykły do pokonywania takich stromizn i noszenia na grzbiecie szalonej istoty.Potem kręta między głazami schodziła do jaskini. Zwykły podróżny dalej by nie poszedł. Nieznający drogi zawrócił, ale ten, co znał drogę szedł śmiało. Pokonując te stromizny, jaskinie i zasadzki stworzone przez naturę wędrowiec otrzymywał nagrodę. Zmęczonym oczom ukazywała się polana otoczona skałami. Na niższym brzegu zagłębienia wyrastał zielony lasek. Roślinność zielona kwiknęła wszystkimi barwami kwiatów, zapach tak silny, że mógł przyprawić o ból głowy. W skałach mała jaskinia jak domostwo przygotowana na przyjęcie gospodarza. Ze skał z lekkim pomrukiem spływał wodospad czysto kryształowej wody. Na dole tworzyło się jeziorko. Czyste i kuszące błękitem wody. Piasek czysty i na grzany promieniami słońca. Na białym płótnie leżała rozciągnięta ciemna. Wygrzewała się po kąpieli. Skóra pokryta kropelkami wody przyciągała promienie słońca. Nieopodal na ułożonych kamieniach zbudowany był ruszt, na którym piekło się smakowicie pachnące mięsko nieszczęsnego zajączka. Zwierzątko miała pecha, znalazło się w nieodpowiednim miejscu na drodze głodnej elfki. Na płaskich kamieniach ustawiony dzbanek. Dzbanek, raczej dzieło sztuki krasnoludzkich rzemieślników, w którym parzyła się jagodowa herbata. Ciemna podniosła głowę i spojrzała na mięsko. – Ehh jeszcze-, po co się kapałam teraz to jestem głodna.
Ułożyła się na słonku. Ciepło. Oczy same się przymknęły. Tworzyły chaotyczne obrazy. Mieszały się ze sobą w kolorach. Słyszała dźwięki, wołania i pustkę. Potem cisza, spokój. Wszystko się zamazało i odpłynęło.
===*===
Oczy miała przymknięte. Czuła jednak czyjś wzrok utkwiony we własnej osobie. Nie drgnęła jednak nie dając poznać, ze nie śpi. Wciągnęła powietrze i uśmiech wypłynął na jej usta. – No tak nie masz, na co się gapić? Jak tu trafiłeś?
- Mhuuu. Za Twoim zapachem. Tak jak Ty mnie poznałaś. Nie zapominaj, że jesteśmy z jednej rasy.
- No tak. Zawsze masz odpowiedź. Zapomniała, że jęzorem walczysz jak mieczem. Na czym ostrzysz chyba na pokrzywach.
- Ty też masz jęzorek i…. coś jeszcze.
-Nie gap się jakbyś widział kość do ogryzienia.
Oczy jego wbite były w tatuaż umiejscowiony nisko w miejscu gdzie plecy kończyły swą szlachetną nazwę. Był to smok. Wydawało się, iż żyje on własnym życiem. Mienił się wszelkim kolorami tęczy, wił się w promieniach słońca, oczy jego fosforyzowały. Patrzący miał wrażenie, iż ślepia gada wlepiają się w niego.
- Do kości nie jesteś podobna raczej do …. Mhhhh do miękkiego kotka do przytulania, głaskania.
- No, no nie jestem kotkiem raczej kiraną- uśmiechnęła się jadowicie.
-Też może być puszyste, piękne, jadowite, niebezpieczne, ale zawsze kot.
- Co tak Cię zajmuje w moim siedzeniu?
- Nie mówiłaś, ze należysz do Kręgu.
- A co mam wrzeszczeć, że jestem wiedźmą krzyżówką hybrydą.
- Nie przesadzaj do Kręgu należą szkoleni, wysoko urodzeni.
-No i …. Co z tego wynika. Jestem na trzecim kręgu wtajemniczenia. Zadowolony.
Faron podskoczył, jakby nagle pod siedzeniem rozpalono mu ogień. Skłonił się w niskim ukłonie. Prawie padając na twarz- Wybacz wyszeptał Pani. Podciągnął rękaw białej kurty ukazując przedramię. Na nim widniał ten sam znak. Pulsujący własnym życiem. – Jestem na siódmym kręgu.
- No i co z tego wynika dla mnie to nic nie znaczy.
- Pani wybacz.
-Faron przestań giąć się jakby Ci węża w dupsko wsadzono. Dla mnie nie istnieje hierarchia. To wymysły starych kretynów, którym władza na głowie oklepała garnek. Wszystko się zmienia. My to już nie to, co było- prości najemnicy. Wykonujemy posługi. Dlatego ten znak mam na dupie, a nie w miejscu widocznym dla oczu.
-EEE..
-Co eee.. Masz taka minę jakbyś zamiast mnie widział starą ropuchę. Nie mów do mnie PANI, bo Cię strzelę pieronkiem. Nie cierpię tego kleju po za tym, co się zmieniło?
- Jesteś z Kręgu.
-Ten znowu swoje. Ty tez jesteś z kręgu i czy to coś zmienia. Tak zmienia, że masz zrobić obrót w stronę krzaczków i nie gapić się na mnie.
Posłusznie jak żołnierz wykonał rozkaz. Ciemna okryła się płótnem, na którym leżała. – Już.
Obrócił się posłusznie.
- Co Ci nagle mózg szopy wyprały czy elfy upiły Cię swoim trunkiem.
- No wiesz nie wiem czy wypada.
- W d.. ma to. Zresztą jak wszystko. Tak nawiasem mówiąc po co przylazłeś za mną.
- Odeszłaś tak nagle, Nic nikt nie wiedział.
-A Ty poczułeś sentyment i przygalopowałaś za mną sprawdzić czy wampir lub inne bydle nie zjadło mnie na kolacje, a może godnie pochować i otrzymać spadek.
-Ty jak zwykle. Musisz mielić ozorem bez potrzeby.
-No nie powiesz, ze zatęskniłeś masz swoja kochaną Izoldę, która już na pewno ostrzy na kamyczku swój mieczyk katowski.
-Czy dasz mi dojść do słowa czy będziesz ujadać.
- No to co się stało.
- Odeszłaś i się wszyscy zdenerwowali.
-Ta nawet bardzo. Darra odeszła do swojego bractwa szkolić sztuki tajemne. Rolfik skacze po bagnach za biesami. Każdy zajęty swoimi sprawami, a Ty mi wyjeżdżasz z sentymentami naiwnego trolla. Coś mi tu śmierdzi. No mowa moje mięso. Zerwała się, biegiem dopadła paleniska.
-Przewróciłem, bo byłby kamień. Też jestem głodny, a zajączek smakowicie pachnie.
- Co masz do zajączka?
-Chlebuś pachnący i winko elfów.
-Zawsze musi się ktoś przyszwędać i trzeba się dzielić.
-Siadaj- wskazała miejsce koło paleniska.
-Mogę się o coś spytać.
Ciemna zmrużyła oczy nie było w nich widać złości ani zaciekawienia, wzruszyła ramionami jakby pytanie jej nie dotyczyło.
-Ta wojenka magów na pogórzu to sprawka Kręgu. Coś się obiło o uszy, że poszarpali się o jakąś ciemną.
-Cos taki ciekawy. Ja tylko wykonałam zadanie nic ważnego. Ważny jest efekt. Co chcieli dostali.
- Twój kochanek podobno tam zginął, a my Ciebie znaleźliśmy.
- Nie zginął niestety, a szkoda.
- No coś Ty.
- Nie wtrącaj się w moje życie chyba, że chcesz jego miejsce zająć. Tylko jest mały problem Ci co są ze mną marnie kończą.
-Nie, nie uchowajcie Bogowie. Ja tu w misji pokojowej.
-Właśnie widzę. Gadaj, bo jest już niedługo zmierzch i nie wiem czy Cię zostawić na pastwę wampirów czy zabrać do moich skromnych komnatek.
- Wrócisz do nas
- Ma to sens. Ściągam nieszczęścia, a i tak sam chadzam. Raczej mielibyście więcej problemów ze mną niż bez mnie.
- Mówisz tak jakbyś chciała tu siedzieć. Czy ty znowu czegoś nie kombinujesz? Krąg nie wypuszcza swoich wysoko urodzonych. Patrząc na Ciebie mam wrażenie, że nie tylko Starszyźnie służysz.
- Nie drąż. Ta droga śliska i grząska. W jaskini są posłania i palenisko. Można spokojnie przespać noc.
Wstała i podeszła do zasłony z bluszczy. Odsłaniając ukazała drewniane drzwi dobrze zabezpieczone przed intruzami.
-Ile masz takich kryjówek?
-Ta ciekawość Faron kiedyś Cię zgubi. Masz gdzie się przytulić, więc korzystaj.
Szybko zachodzące słońce pogrążało dolinkę w mroku. Widać było żar na palenisku ogniska. –Właź. Czym chata bogata i nie wybrzydzaj.
Lokum to nie jaskinia, a komnata. Z posłaniami, paleniskiem gdzie dym uchodził szczeliną skalną. Pośrodku stół drewniany z zydlami. Pod ścianą długi stół z zastawiony naczyniami. Na półkach skalnych poustawiane księgi. Wiedźma weszła za gościem. Wykonała delikatny ruch dłonią i pochodnie osadzone na ścianach zapłonęły równym ogniem.
-Mogłem się tego spodziewać.
-Tam- wskazała głową posłanie- i nie radzę Ci w nocy wstawać. Ciekawość zabija.
Sama wśliznęła się pod koc haftowany. Jej posłanie przypominało miękkie łoże.
-Ta ja legowisko, a Ty wygody.
-Coś się nie podoba?
-Nie nic i owszem całkiem wygodnie.
Zapanowała cisza. Słychać było tylko oddechy i szum wodospadu.
=====* =====
Ocknął się w nocy. Cisza dzwoniła mu w uszach. Delikatnie podniósł się na łokciach. Nie było jej. Wstał i ubrał się szybko. Idąc do drzwi usłyszał na zewnątrz głosy. Wyjrzał. Na środku polany w świetle księżyca stała Ona. Nie sama. Obok stał wysoki mężczyzna. O włosach czarnych i śniadej skórze. Stała przytulona coś do niego szepcząc. On poruszył się. W blasku księżyca na jego przedramieniu zalśniła błyskotka. Szeroka bransoleta- dwa węże splecione w morderczej walce. Faron drgnął – to nie człowiek – to wampir.


Asabi 1/04/2009 05:17:23 [Powrót] Myśli nieuczesane...