Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
Niepewność.

Negliż

:: ::

Niepewność.

…Poszukujemy ideałów.
Poszukujemy bohaterów.
Przestajemy dostrzegać,
kogo mamy obok.
Jest jedno życie, jedna szansa……


Siedziała skupiona nad dokumentami. Miała dzień wolny od znajomych, wrzasku i gadania. Zamknęła się w czterech ścianach.  Było duszno, wszystkie okna pootwierane i tak nie było, czym oddychać.
- Co za pogoda jak jest zimno to marznę, jak gorąco to można się udusić- mamrotała pod nosem- dupsko mi się już przykleiło do tego fotela. – No tak jeszcze wody nie mam.
Wstała z fotela zabrała puste butelki po mineralnej. W kuchni ustawiła następny rządek plastikowych butelek.
- Ciekawe, kiedy to wyniosę? Chyba jak zastawie całą kuchnie. Rany ja gadam do siebie, objaw choroby psychicznej.
Sięgnęła następne butelki z mineralną. W pokoju nieznośnie brzęczał telefon.
- Psia kostka nie wyłączyłam. Znudzi się.
Powoli wracała do biurka. Szła jakby szła na szafot.
- Boże spraw żeby mi się chciała tak jak mi się nie chce.- Mruknęła rozpaczliwie.
Telefon znowu zaczął dzwonić.
- No nie.- Sięgnęła, aby zobaczyć, kto dzwoni. Zobaczyła numer, którego się nie spodziewała. Chwilę się wahała. Nacisnęła słuchawkę.
- Witam Ciebie.
- Co się stało, że przypomniało Ci się o starej znajomej?
- No nie wiem. Mam trochę pisania. Nie wiem. Za dużo czasu nie mam. 
- Dobrze za godzinę. – Spojrzała się na zegarek.- Będę. Tak w tym samym miejscu.

Ustronne miejsce nad stawami. Cisza i spokój, intymne stoliki odgrodzone zielenią. Wysiadła z samochodu i ruszyła w wiadomym kierunku do stolika usytuowanego prawie na końcu przy samym stawie, odgrodzonego ścianą zieleni. Siedział jakże inny. Ze zwieszona głową. W ręku obracała szklankę. Na stoliku stała jednak druga szklanka z sokiem pomarańczowym. Uśmiechnęła się. Pamiętał jednak.
Usiadła naprzeciwko bez słowa. Patrzyła się na przystojnego mężczyznę. Jego oczy nie zmieniły się. Tak samo zagadkowe i piękne.
- Cześć „malutka”.
- Cześć „wielki”.- Postawiła torbę obok na krześle.
- Możesz wyłączyć telefony? Bardzo proszę.
- Dobrze.- Wyjęła z torby dwa telefony i wyciszyła.- Musze wiedzieć, do kogo oddzwonić.- Odłożyła je z powrotem do torby.- Mam nadzieję, ze to samo zrobiłeś. Mam w nosie Twoje firmy i ścigających Cię ludzi.
- Tak, tak. Chciałem porozmawiać. Dawno się nie widzieliśmy.
- Pamiętałeś. No no moje gratulacje.
- Jak miałem nie pamiętać, że uwielbiasz sok z pomarańczy.
- Ty różne rzeczy pamiętasz tylko nie te, co potrzeba. Jakoś dziwnie Ci uciekają z pamięci. Tworzą się puste pudełka.
- No tak jak zwykle cyniczna.
- Nie cyniczna. Tylko stwierdzam fakt. Wiem zapracowany, dużo kobiet, dużo spraw. Ty jeden jedyny. Tylko zawsze jak cos spierdolisz do mnie przylatujesz? Tego to ja już nie rozumiem. Masz tyle innych, a ja muszę Cię niańczyć. Sama nie wiem, po co ja to robię. Z litości czy z ochoty poznęcania się nad Tobą.
- Dlaczego Ty tak nienawidzisz mężczyzn?
- Głupie pytanie. Może inaczej, dlaczego mam ich kochać?
- No tak zasłużyłem sobie wiem przepraszam.
- Za co? Nie masz, za co przepraszać. Za długo się znamy. Myślę, ze masz na prawdę jakiś duży problem. Chce Ci się bzyknąć i brakło Ci lasek w okolicy?
-Cudownie. Wiem. Sam się prosiłem. Nie ma, co. Pogadamy czy będziesz atakować jak wściekła osa?
- No dobra rozejm. Wiesz doskonale, że zawsze z Tobą rozmawiam. Nawet jak nie mam ochoty.
- Może nie będziesz musiała niedługo ze mną rozmawiać.- To mówiąc podsunął jej teczkę z dokumentami.- Przeczytaj.
- Co to testament?- Wzięła dokumenty bez zainteresowania. Rozwiązała teczkę bez zainteresowania. Otworzyła. Twarz zaczęła zmieniać swój wyraz. Z rozbawionej stawała się coraz bardziej skupiona. Podniosła wzrok na niego.- Kiedy zdiagnozowano?
- Teraz.
- Na pewno?
- Tak szukałem potwierdzenia. Nic mi nie pomoże.
- Tak od razu weź i połóż się. Chcesz wybiorę z Tobąa jesionkę najlepiej wyłożona różową bielizną damską.
- Wiedziałem, że można na Ciebie liczyć.
- Co mam Ci powiedzieć. Żyjesz facet, a jak będziesz się starał to jeszcze długo.
- Muszę się spieszyć.
- Tak oczywiście, z czym? Żeby szybko zejść czy szybko bzykać. Bo u Ciebie nie wiadomo.
- Przestań.
- Co mam Ci powiedzieć to jest diagnoza, są leki i masz tą przewagę, bo możesz mieć wszystkie terapie. Teraz trzeba znaleźć lekarza, który tym się zajmuje, a nie lamentować. Co mam Ci powiedzieć – to nie koniec życia. Kto o tym wie.
- Nikt.
- To tak zostaw. Zachowuj swoje życie- no może nie tak do końca.
- Słuchaj wiem, a raczej wiedziałem, że Ty mnie opierdolisz i nie będziesz się litowała. To w Tobie cenię. Nie wiem, ale tylko Ty, że wszystkich moich…- Zawahał się.
- Kochanek.- Dokończyła.
- Nie chciałem używać tej nazwy. Bardziej do Ciebie przyjaciel, partner. Nie wiem, ale na pewno nie kochanka. Gdybyś mnie nie wystudziła musiałabyś mnie niańczyć.
- Przestań ja wyraźnie powiedziałam i określiłam granice układu. Sam złamałeś.
- A Ty nie mogłaś przyjąć?
- Dość. Koniec tematu to już przerobiliśmy, a Ty zaczynasz się zachowywać tak jakbyś pisał testament.
- Może piszę. Sam nie wiem, co mam robić.
- Żyć. Tak jak żyjesz – jeszcze raz Ci to powtarzam- z ta różnicą tylko, że będziesz częściej widział lekarza i się nie poddasz.
- Nie wiem czy wytrzymam. To może być ponad moje siły.
- I co z tego. Wiem, ze jesteś uparty. Wiec nie lituj się, bo nie masz, nad czym.
- Chcę byś mi towarzyszyła.
- W czym? W drodze do piekła?
- Tak.
- Nie.
- Dlaczego?
- Bo tam się nie wybierasz, a ja nie mam zamiaru Cie niańczyć? Setki ludzi na to chorują i żyją, a Ty, co zamierzasz wszystkim wkoło zniszczyć życie. Bo jesteś pępkiem świata. Cyc zarozumiały. Sam wiesz doskonale, ze na litość mnie nie nabierzesz. Jeszcze zbierzesz joby za taką próbę
- Zjesz coś? To, co zwykle…
Wstał i ruszył w stronę pojedynczego domku.
Patrzyła się na staw i kaczki pływające. Ciężko jej było powstrzymywać łzy. Ile ją to kosztowało. Nie miała siły. Nie tego się spodziewała. Czuła, że zaraz eksploduje nie da rady dłużej utrzymywać maski zołzy bezdusznej. Chciała czegoś innego. Chciała go przytulić, pocałować. Wiedziała, że nie może, bo wtedy wszystko padnie. Wszystkie jej wewnętrzne bariery. Jej sztuczny teatr.
Wracał z następnym sokiem.
- Masz. Zamówiłem to, co lubisz. Kiedy do mnie przyjedziesz?
- Ty się zdecyduj. Mam ciebie niańczyć czy Ty mnie. Masz ochotę mnie bzyknąć czy już umierać?
- Wszystko mogę dostać?
- Nie. Nie ma takiej opcji. Ale jestem Twoim koszmarem. Będziesz mnie miał teraz na głowie, a jak zaczniesz histeryzować to dostaniesz kopa.
- Wiedziałem, że mogę na Ciebie liczyć. Jesteś jak coś dobrego, co straciłem.
- Przestań. Ja nie mam ludzkiej twarzy i Ty o tym wierz.

Jechała do domu. łzy same kapały na jej spodnie. Nie potrafiła pokonać swojej rozpaczy i żalu. Rzuciła się do drzwi wejściowych szarpiąc się z klamką.
Wpadła do domu, rzuciłam torbę na fotel. Wbiegła do sypialni, wcisnęła się w kąt łóżka głośno zanosząc się płaczem.
- Dlaczego ja? Dlaczego ja? To nie sprawiedliwe.

 

 


Głosuj (0)
Asabi 16/06/2011 21:46:27 [Powrót] Myśli nieuczesane...