Niektóre kobiety są po to, by je wielbić, inne - żeby je bzykać. Problem mężczyzn polega na tym, że ciągle mylą pierwsze z drugimi.
— Jonathan Carroll
Tylko czy potrafimy korzystać z życia? Czy zamykamy się w pudełku zwanym rutyną życia? Rutyna życia dla jednych stała gonitwa za kasą – praca-kasa-praca. Potem spoczywają gdzieś na Karaibach podziwiając piękne widoki, a do posiłku łykając viagrę. Bo nie mają siły na tyle by im stanęło przyrodzenie. Prężący pierś z „laskami” wyciętymi z żurnala. Chwaląc się lalką i samochodem, bo już niczym więcej nie mogą.
Dla innych to życie praca -dom-praca. Tyrają jak konie, a we śnie przeżywają fantazję z super modelkami. Ich cielsko spasione od niedzielnych obiadków spoczywa koło hipopotama, który im wychował potomstwo. Patrzą się na „hipcie” i odwalają rytuał, co miesięcznego spółkowania, zakończony szczęśliwym okrzykiem: już, idziemy spać.
Znowu nastepni to poszukiwacze utraconej wolności. Jakie życie było piękne, ale znaleźli tą jedyną, dla której poświecili wolność. Poświęcenie wolności trwało góra jeden dzień po ślubie, bo już na imprezie robili przegląd potencjalnych zdobyczy. Zapewniając żonę o swoim bezgranicznym oddaniu i miłości. Siedząc w samochodzie czy idąc z pociecha na spacer liczą: tą miałem, tą tez miałem, a tą jeszcze raz przelecę.
Inna grupa to kupie- sprzedam. Dziwne określenie, ale chyba trafne. Piękne wymuskane zwierze szukające zdobyczy. Zdobyczy bogatej. Transakcja wiązana. Czysto biznesowa usługa- wygłaszają tyrady, jaka piękna, jak kocham, jaka cudowna. W przerwie przelecą młoda dupkę żeby się nie zanudzić.
Wiem nie mam obiektywnego spojrzenia na problem. Ale obrócimy sytuację. Każda bizneswoman nie zależnie od wieku może i to wiele razy. Chyba, ze jest tak wypalona psychicznie, ze chce tylko świętego spokoju.
Kura domowa zatyrana prozą życia codziennego- domem, zakupami, oprzątaniem, gotowaniem. Szczęśliwa jak władca poklepie ją po tyłku. Jej nie wolno mieć marzeń. Nie wolno jej patrzeć i myśleć. Jest stworzona i wychowana do wyższych celów i to spełnia.
Poszukiwaczki wyjątki, a może już nie.
I ostatnie panie szukające pocieszenia w ramionach posażnych facetów. Sposób na wygodne życie.
Teraz odwracamy spojrzenie i tak jak w grupie „panów” to, co robią jest normą zachowania. Chlebem powszednim nieprzynoszącym im ujmy, a nawet czasem wręcz gloryfikacją ich zachowania. Podniesieniem prestiżu w środowisku kolegów. Tak u kobiet mnożą się bardzo jednoznaczne określenia: znudzona zdzira, bogata flądra, kura domowa, flejtuch, tłusta krowa, a co do ostatnich bardzo częste i znane- kurwa.
Nie bójmy się dosadnych określeń, bo są używane tylko w stosunku do kobiet. Tak jak nie wzbudza emocji stary sflaczały ramol z panienką, która mogłaby być jego wnuczka, córką. Różnica wieku dwadzieścia kilka lat jest czymś naturalnym. Tak kobieta z młodym facetem, który robi za naturalny wibrator jest od razu jednoznacznie podsumowana. Coś gorszącego, wstrętnego, sama ohyda.
I tu mi się nasuwa kawał znany, ale jakże prawdziwy w swojej wymowie różnica pomiędzy pojęciami konsternacja i kurestwo. Facet złapany w łóżku z panienka to konsternacja, żona z mężczyzną to już kurestwo.
Czy nasza moralność nie zatrąca o średniowiecze. Jak głęboko są w nas ukryte żądze. Nie dajemy dojść do głosu swoim instynktom, bo było by to odczytane, jako sprzeciw przeciwko normom społecznym. Jakże jesteśmy żałośni w tych normach. Wszyscy, co pieją i kipią świętym oburzeniem na zachowanie tych „nienormalnych” sami w głębi duszy skręcają się z pożądania, z chęci realizacji swoich najbardziej zwariowanych fanaberii.
- Co tak zawzięcie piszesz?- Zajrzał jej przez ramię. Postawił filiżankę z kawą obok laptopa.
-Znowu obrażasz dulszczyznę? Wszyscy sąsiedzi Cię znienawidzą.
-Tak jak najbardziej. Zwłaszcza sąsiadki, gdy rano wychodzisz od mnie z tym torsem na wierzchu. Chyba nie widziałeś ich ślinotoku.
-Nie przesadzaj. Idziemy dzisiaj gdzieś? Jutro muszę wyjechać.
- Chyba zobaczymy.
-Oki. Ja teraz znikam. Zadzwonię i się umówimy.
- Ile można czekać, żeby to cos wyszło?
-O, czym czy o kim Ty mówisz?- Udała świętą naiwność.
-No ten facet.
-Ciasteczko?
- Opanuj się. Masz sąsiadów, dziecko.
-Nie zauważyłam. Dziecko dorosłe i samo się lubi bzykać.
-Tobie odwala.
-A. O to chodzi. Cos niesamowitego. Czy Ty przypadkiem nie jesteś zazdrosna?
-Mam męża, rodzinę. Jestem normalna.
- OOOOO!!! Zaczyna się od „normalności”. Wybacz, ale ja nie segreguje ludzi na normalnych i nie normalnych. Dla mnie według Twojego podziału to Ty możesz być nie normalna. Widzisz wibrator i dostajesz napadu paniki, męża używasz jak ma kaprys. To świadczy o normalności. To przepraszam, ale wole instynkty zwierzęce.
Obróciła się na pięcie i wyszła trzaskając drzwiami
- Jakbym Cię nie znała to bym powiedziała, że się obraziłaś. Ale znam Cię i bardziej Cię rajcuje moje życie niż swoje własne.- Mruknęła do siebie.
- Słonko idziemy dzisiaj do kina na film. Być o dwudziestej pierwszej w kinie. Bilety odbierz na hasło.
-Dobrze.
W kasie kina podała hasło. Otrzymała tylko jeden bilet. Spojrzała się na niego lekko zdziwiona.- No cóż, znowu coś kombinuje. Zobaczymy.
Weszła do sali. Oznaczony rząd i miejsce. Pusto. – Co? Robi mnie w konia- była lekko zirytowana. –Oj zapłacisz mi za to- pomyślała.
Miejsca z boków zajęło dwóch mężczyzn. – Świnia- popamiętasz mnie.
Ciemno film się rozpoczął. Jakaś strzelanina, krew na ekranie, wnętrzności spływały po ekranie. Jednym słowem „kaszanka”.
-Nie finish wychodzę.- Pomyślała. Wstała, tej chwili mężczyzna siedzący obok silnie przytrzymał ja by nie wstała. Spojrzała się na niego. Jakby nigdy nic zajety był filmem.
- Co jest grane?
Usiadła powrotem na fotelu, silnie przytrzymywana mocnym uchwytem.
Drugi zaczął wodzić ręką po jej nodze. Delikatnie wodził ręka po pończosze pieszcząc palcami każdy centymetr. Obaj zaczęli ją pieścić. Fala gorąca rozeszła się po jej ciele. Film stawał się coraz ciekawszy. Pieszczoty coraz silniejsze. Czuła, że odpływa. Gdzieś po drodze zginęły wszystkie hamulce. Fala gorąca zaczęła ogarniać ciało. Było doskonale. Obaj prześcigali się w pieszczotach. Film się skończył. Tak bez słowa obaj wstali i wyszli pozostawiając ją rozpaloną. Siedziała zszokowana, podniecona. Wyszła z sali, jako ostatnia. Stał oparty o balustradkę.- Fajny film?- Padło pytanie. Zachowywał się z pełną obojętnością.
Spojrzała na niego – Tak bardzo.
- To dobrze.- Chodź
Wziął ja za rękę jak dziecko. Poprowadził do samochodu.
-Gdzie jedziemy?
Uśmiechnął się. Podjechali do domu. Brama sama się otworzyła.
-Wysiadka.
-Nie jestem ubrana na wizyty.
-Nie szkodzi.
Weszli do domu. W dużym salonie siedzieli obaj faceci z kina. W aneksie dwie kobiety przygotowywały kolację.
- Czy my dobrze trafiliśmy?
- A co nie fajny film był?
- No nawet bardzo.
- Przedstawiam Ci słonko. Moi przyjaciele i ich partnerki życiowe.
- Przepraszamy za ewentualnego siniaka. Jak zaczęłaś wstawać musiałem Cię powstrzymać.
- No nawet Ci się udało. Kto to wymyślił?
- On. Chciał ci zrobić przyjemność. Specjalnie wybrał film. Wiedział, że Cię zdenerwuje. Tylko nie myślałem, że tyle czasu usiedzisz spokojnie.
- Acha, czyli moje wstanie było sygnałem?
- Tak On Cię dokładnie zna i wiedział, co zrobisz.
-Kolacja podana. Chodźcie. Włanczamy jakiś film, świece czy muzyka do wyboru.
Obie kobiety ubrane były tylko w pończochy i koszule męskie.
-Z okazji nowej znajomości to świece i muzyka.- Zakomenderowała jedna.
Na podłodze były rozrzucone poduszki. Palił się ogień w kominku. Talerze roztwaione po meblach. Jak film tylko na zwolnionych obrotach. Pełen napięcia, erotyzmu. Zmysły wzięły górę. Instynkt był silniejszy. Zapach świec, perfum, bielizna, pończochy- jak wyreżyserowana scena z dobrze wyreżyserowanego teatru gdzie aktorami były zmysły. Dotyk, smak dopełniały całości. Nie można było odrzucić zmysłów, szaleństwa chwili. Zachwytów pomieszanych z rozkoszą. Krzyków ekstazy. Dotyku ciał. Reszta już była rozpustą starożytnego Rzymu.
Obudziło ją pukanie do drzwi. Zwlekła się z łóżka. Za drzwiamin od tarasu stała sąsiadka.
- Nie ma tego twojego samca czy wibratora?
-A, co boisz się, ze Cię zgwałci? Zaręczam ci źle by ci nie zrobił.
-Wiesz świnia jesteś.
-Teraz już świnią a nienormalna. Robisz postępy.
- Gdzie byłaś.
- W niebie.
- Że gdzie?
- W niebie, o którym ty marzysz.